
Bochnia, Bochnia,
Bochnia ach to ty!
Dobra bez przesady! Bochnia - miasto soli. A jak wiadomo - od soli to się p$#&$#*
W każdym razie atrakcje bocheńskie (najstarszy szyb kopali, rynek, park na ciekawej górce) szybko objechane, więcej czasu poświęciliśmy na wyjazd z miasta. Może to dlatego, że wyjazd oznacza spory podjazd, a podjazdy wymagają czasu 😆
Na szczęście później już było lepiej - jazda z grubsza była ciągle z górki, a nieliczne zmarszczki dodawały nam prędkości na zjazdach. Nasza trasa wiodła przez królewski trakt bocheński, grzbietem przez Łapczycę, Moszczenicę i Chełm - widok piękne, a znikające słońce tylko dodawało im klimatu. Potem krótko krajówką i skrótem przez drogę, która ktoś w międzyczasie zasiał 😱
Nawet przygody się pojawiły, tj wymiana dętki na czas. Zabawne, że na objazdowym odcinku, który miał zmniejszyć ryzyko rozwalenia dętki w lesie 😅
Dalej przez Staniątki, Podłęże, Brzegi i tak oto dojechaliśmy do Krakowa. A co się stało gdy minęliśmy granicę miasta? Posypały się kalorie, tylko musieliśmy udawać samochody przy nocnym okienku. Co było dalej to już nikt nie pamięta.
W tym tygodniu bez utrudnień typu pociąg, ale też wyjedziemy z miasta. Jedziemy pod-Liszki. Ta pigułka będzie dużo mniejsza na Nocny Rajd Rowerowy #207

















